Zimowy poranek, -12°C, spieszysz się do pracy, przekręcasz kluczyk i… cisza. Albo jeszcze gorzej – pęknięta szyba po nocy, bo lód złaził nie tam, gdzie trzeba. W takich sytuacjach wychodzi na jaw, czy polisa rzeczywiście pomaga, czy jest tylko kartką papieru.

Zimowe ubezpieczenie auta to tak naprawdę zwykłe OC i AC rozbudowane o pomoc w typowych mrozowych kłopotach. Chodzi o to, by za zamarznięty zamek, padnięty akumulator czy poślizg na oblodzonej drodze nie płacić wszystkiego z własnej kieszeni.

Szkody od mrozu w AC

Standardowe OC nie pokrywa szkód w twoim aucie, więc przy zimie realna pomoc zaczyna się od polisy AC (autocasco – ubezpieczenie uszkodzeń własnego auta). Tu ważne jest, czy ubezpieczyciel w ogóle uznaje szkody mrozowe i w jakim zakresie.

Wyłączenia potrafią być zaskakujące: część firm nie płaci za szkody wynikłe z zaniedbania, np. jazdę na starym płynie chłodniczym, który zamarzł. Przy szybie czołowej rozsądnie jest mieć wariant z brakiem amortyzacji części, bo szyba zimą pęka częściej, a wymiana to zwykle 800–2000 zł w zależności od modelu i czujników.

Warto sprawdzić, czy polisa obejmuje:
- szkody po nieudanym skuwaniu lodu ze szyby,
- zalanie instalacji po roztopach,
- uszkodzenie lakieru od soli i żwiru (często tylko w rozszerzonych wariantach).

Assistance (pomoc drogowa z holowaniem i drobną naprawą na miejscu) to zimą często ważniejsze wsparcie niż samo AC. Chodzi o to, żeby nie zamarznąć na poboczu, gdy auto odmówi współpracy, a nie tylko o późniejszą naprawę.

Najważniejszy zapis to limit holowania. Tanie pakiety oferują zwykle 50–100 km, co przy dalszych wyjazdach może skończyć się dopłatą rzędu 3–6 zł za każdy dodatkowy kilometr. Pełniejsze warianty potrafią zapewnić holowanie do wybranego warsztatu w całym kraju, co przy awarii w weekend potrafi oszczędzić kilkaset złotych.

Dopytaj, czy assistance działa także przy:
- rozładowanym akumulatorze,
- zamarzniętych zamkach lub drzwiach,
- braku możliwości ruszenia przez zaspy (wyciągnięcie auta z rowu lub śniegu).

Tutaj pojawiają się ograniczenia: niektóre polisy uznają zakopanie w śniegu za „rażące niedbalstwo”, inne ograniczają liczbę interwencji w roku, np. do 2–3 wezwań. To ważne, jeśli często jeździsz nocą lub po mniej uczęszczanych drogach.

Auto zastępcze na mrozie

Auto zastępcze (samochód udostępniony na czas naprawy lub unieruchomienia) potrafi uratować tydzień pracy, gdy rozbijesz auto na oblodzonej drodze. Kluczowa jest liczba dni – podstawowe pakiety to często tylko 3–5 dób, lepsze oferują 10–14 dni, a w wyższych wariantach nawet dłużej.

Trzeba sprawdzić, kiedy samochód zastępczy przysługuje: po kolizji z OC sprawcy, z twojego AC, a może także przy awarii zimowej, np. uszkodzonym silniku przez zamarznięty płyn. Bez takiego zapisu możesz zostać bez auta, mimo że płacisz za szeroką polisę.

Różne są też klasy aut – najtańsze opcje oferują małe miejskie modele, co przy fotelikach i bagażu zimowym może być problemem. Wynajem takiego samochodu na wolnym rynku to zazwyczaj 130–250 zł za dobę, więc nawet kilka dni w ramach polisy to realna oszczędność.

Checklist

Przed kolejną zimą warto po prostu wziąć OWU (ogólne warunki ubezpieczenia – dokument z zasadami polisy) i przejść przez kilka punktów.

-
Czy AC obejmuje szkody mrozowe, szybę czołową bez amortyzacji i bez wysokiego udziału własnego?

-
Jaki jest limit holowania w assistance – najsensowniej celować w co najmniej 150–200 km lub holowanie do dowolnego warsztatu w kraju.

-
Czy assistance zadziała przy rozładowanym akumulatorze, zamarzniętych zamkach i utknięciu w śniegu?

-
Ile razy w roku możesz wezwać pomoc drogową w ramach polisy bez dopłat?

-
Na ile dni i w jakich sytuacjach przysługuje auto zastępcze – tylko po kolizji, czy także po awarii lub szkodzie mrozowej?

-
Czy obowiązują limity kilometrów i klasy auta zastępczego, które w praktyce utrudnią normalne korzystanie z samochodu?

Najlepiej sprawdzić to jeszcze przed pierwszym mrozem, a nie z telefonu na poboczu, czekając na lawetę. Dobrze dobrana zimowa ochrona kosztuje zwykle tylko kilkanaście–kilkadziesiąt złotych więcej w skali roku, a w razie problemów zwraca się przy jednej porządnej awarii.